więcej


Polityka klimatyczna

Atmosfera jak rynsztok – w biznesie naftowym liczy się zysk, nie klimat (18178)

2015-02-09

Drukuj
galeria

Pole naftowe w Azerbejdżanie, fot. kakna's world, flickr, (CC BY-SA 2.0)

Uszy więdną, kiedy słucha się menedżerów koncernów naftowych. Lekkomyślnie bronią prawa do wydobycia, wtórując całej rzeszy szaleńców nastawionych na szybki zysk.

Jeden ze światowych liderów przemysłu naftowego, o raczej umiarkowanym światopoglądzie, stwierdził ostatnio w prywatnej rozmowie, że spalimy wszystkie paliwa kopalne i to niezależnie od konsekwencji.

Przyczyną ma być fakt, że rosnące populacje krajów rozwijających się będą potrzebować energii, by podźwignąć się z biedy. Ponoć nie ma szans, by do końca wieku odnawialne źródła energii zaczęły dominować w globalnym miksie energetycznym, a politycy nie mają ani odwagi, ani narzędzi, by ograniczyć wydobycie surowców kopalnych.

Ów prezes zgodził się, że spalenie wszystkich zasobów ropy naftowej niemal na pewno podniesie temperatury o nawet 4°C w stosunku po poziomu sprzed ery przemysłowej. Powinniśmy się jednak skupić na ograniczaniu strat z tym związanych, poprzez np. wychwyt i składowanie dwutlenku węgla (CCS).

Nie on jeden tak myśli. W liście do akcjonariuszy z maja ubiegłego roku Shell napisał, że – w kontekście wzrostu zapotrzebowania na energię – świat jeszcze przez wiele dekad będzie potrzebował ropy i gazu. Shell zakłada, że wszystkie posiadane złoża będą zyskowne. Nie przestaną na siebie zarabiać (np. z uwagi na zaostrzanie polityki klimatycznej), przesuwając się do kategorii tzw. stranded assets, czyli aktywów osieroconych. Według koncernu wszystkie rezerwy surowców zostaną wykorzystane.

Optymizm Shella co do pełnego wykorzystania rezerw paliw kopalnych podziela ExxonMobil. W raporcie koncernu z marca 2014 roku czytamy: Wierzymy, że wydobycie tych surowców jest kluczowe dla zaspokojenia rosnącego popytu na energię na świecie.

„Po co ratować Ziemię, kiedy cierpią ludzie?”

Na tegorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos spotkać można było dwóch najbardziej szanowanych aktywistów klimatycznych świata – byłego wiceprezydenta USA Ala Gore i ekonomistę zajmującego się zmianami klimatu lorda Nicholasa Sterna. Poproszono ich o komentarz do wypowiedzi przedstawicieli przemysłu naftowego.

Według Ala Gore argumentacja lobby surowców kopalnych zwyczajnie nie trzyma się kupy. Zwierzył się, jak bardzo zdumiał go pewien dyrektor spółki naftowej, który zapytał „Po co ratować Ziemię, kiedy cierpią ludzie?”. Gore tak komentuje rzeczoną wypowiedź: – Musiałem się długo zastanawiać, co on właściwie ma na myśli. To jakiś dziwny konstrukt myślowy.

Gore uważa, że w ziemi musi zostać 80% pokładów węgla i 2/3 złóż ropy, inaczej nie powstrzymamy wzrostu temperatur poniżej progu 2°C. Cytuje słynne słowa szejka Ahmeda Zaki Yamani, byłego ministra ds. ropy Arabii Saudyjskiej: – Epoka kamienia łupanego nie skończyła się dlatego, że zabrakło kamienia. Tak samo era ropy skończy się na długo, zanim zabraknie nam surowców.

– Kiedy już przekroczymy punkt, w którym ilość instalacji rozproszonej energetyki będzie rosnąć szybciej, niż dostępność surowców kopalnych, wtedy nieuchronnie zaczniemy odchodzić [od ropy] – twierdzi Al Gore. – To się stanie, pytanie tylko, jak szybko.

– Menedżerowie koncernów naftowych, którzy uważają, że spalimy całą ropę, uprawiają myślenie życzeniowe. Nie damy rady jej spalić. Nawet jeśli rządy nic nie zrobią, matka natura pokaże nam, że to nie jest zrównoważona ścieżka rozwoju.

Koncerny idą w zaparte

Lord Nicholas Stern (autor słynnego „Przeglądu Sterna” z 2006 roku analizującego gospodarcze konsekwencje zmian klimatu) nie dziwi się, że dyrektorzy koncernów naftowych idą w zaparte. Cytuje bohaterkę brytyjskiego seksskandalu lat 60. Mandy Rice-Davies, która tak oto skomentowała zaprzeczenia lorda Astona, jakoby kiedykolwiek miał z nią romans: – Było jasne, że zaprzeczy, czyż nie?

Stern wtóruje Alowi Gore. Podstawowa matematyka wskazuje, że jeśli spalimy wszystkie światowe zasoby paliw kopalnych, nie unikniemy rujnujących konsekwencji. Stern wskazuje, że Ziemia nie zanotowała trzystopniowego wzrostu temperatur od 3 milionów lat. Czterostopniowe ocieplenie ostatnio miało miejsce dziesiątki milionów lat temu.

Według Brytyjczyka wskutek takiego ocieplenia „duże połacie globu będą nieustannie pustoszone przez ekstrema pogodowe”. Niektóre zamienią się w pustynie, inne znikną pod wodą.

– Wielu ludzi w przemyśle naftowym i gazowym chce wierzyć, że będą grać główne skrzypce w produkcji energii jeszcze przez kolejne 100 lat – twierdzi Stern. – Jednak ich postawa jest nierozważna, wręcz szalona. Pytanie tylko, jak długo musi narastać presja zmian, aby do tych zmian doszło. Ludzie zaczynają rozumieć, jak groźne jest spalanie paliw kopalnych, jak szybko zmieniają się technologie, co mogą zrobić, by zmniejszyć zużycie energii, rozwinąć energetykę słoneczną, czy zbudować zrównoważone miasta.

Liczy się szybki zysk. Bez względu na konsekwencje

Słynny brytyjski aktywista ekologiczny Jonathon Porritt przez lata rozmawiał z koncernami naftowymi. Dziś jest przekonany, że te nie zaadaptują się do nowych warunków. Menedżerowie spółek wydobywczych mają bowiem niewielkie pole manewru – naciskani przez akcjonariuszy pilnują krótkoterminowego zysku i bronią przed erozją „niewyobrażalną wartość gospodarczą” zamkniętą w paliwach kopalnych.

– To było dla mnie raczej bolesne doświadczenie – komentuje Porritt swoją współpracę z koncernami. – Tak bardzo chciałem wierzyć, że zdrowy rozsądek, rzetelne podstawy naukowe i dobra wola przyczynią się do powstania strategii przejściowych dla tych przedsiębiorstw. Jednak uczymy się nieustannie. Te firmy też wreszcie dojrzeją do zmian, choć może nie w bliskiej przyszłości.

Atmosfera jak rynsztok

Zapytano Ala Gore, czy warto wywrzeć silniejszą presję na koncerny naftowe, by zmusić je do zmiany strategii. Według Amerykanina najlepsze narzędzia to nałożenie ceny na emisje dwutlenku węgla, a – w sensie politycznym – izolowanie tych, którzy negują potrzebę ochrony klimatu.

– Koncerny wydobywcze wciąż chcą traktować atmosferę jako swój prywatny rynsztok – twierdzi Gore. – Dawno temu w Londynie pewien słynny lekarz powiązał epidemię cholery ze ściekami zalewającymi miasto. Teraz my znajdujemy powiązania między złą energią a złą pogodą. By wywołać naprawdę konstruktywną zmianę, musimy nałożyć cenę na wypuszczany do atmosfery dwutlenek węgla.

Według Gore‘a musi rosnąć społeczna presja do działania. To dlatego na Forum w Davos zapowiedział drugi cykl koncertów Live Earth mających na celu zwiększenie świadomości na temat zmian klimatu. Gore ma nadzieję, że zmienią się one w największą globalną kampanię w historii. Odbędą się 18 czerwca na siedmiu kontynentach, w tym na Antarktydzie. Gore liczy na to, że uda mu się zgromadzić miliard głosów poparcia dla natychmiastowych działań na rzecz ochrony klimatu.

Tłumaczenie Marta Śmigrowska, na podstawie The Guardian.


Udostępnij wpis swoim znajomym!




Podziel się swoją opinią



Za treść materiału odpowiada wyłącznie Fundacja – Instytut na Rzecz Ekorozwoju



Portal dofinansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada Fundacja – Instytut na Rzecz Ekorozwoju, poglądy w nim wyrażone nie odzwierciedlają oficjalnego stanowiska Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej