Aktualności

R. Mott: biogazownie do 2 MW nie powinny być objęte systemem aukcji (16726)

2014-01-17

Drukuj

Randy Mott, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Biogazu, uważa, że małe instalacje OZE, do 2-3 MW mocy, w tym biogazownie, powinny być wyłączone z systemu aukcyjnego. Wprowadzenie takiego systemu – w miejsce zielonych certyfikatów – przewiduje rządowy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Stanowisko R. Motta w tej sprawie opublikował m.in. portal Gramwzielone.pl. Poniżej omawiamy jego najważniejsze punkty.

Przypomnijmy. W systemie aukcyjnym wsparcie do produkcji energii ze źródeł odnawialnych (w postaci stałej, gwarantowanej przez państwo stawki za tę energię przez 15 lat) dostaną ci, którzy będą ją wytwarzać najtaniej. System będzie opierał się na przetargach, w których startować będą firmy mające już lub dopiero planujące budowę elektrowni czy instalacji energetycznej wykorzystującej OZE. Ten, kto wygra przetarg, dostanie wsparcie. Głównym kryterium przetargowym będzie cena energii z planowanej instalacji. Przetargi będą więc wygrywać firmy z najniższą oferowaną ceną energii.

W swoim stanowisku Randy Mott zaczyna od przypomnienia, że systemem aukcji nie będą objęte tylko tzw. mikroinstalacje (o mocy do 40 kW). Jego zdaniem to błąd, bo – jak przekonuje – ów system będzie zbyt kłopotliwy i uciążliwy do wdrożenia dla drobnych producentów, chcących inwestować w nieco większe instalacje. Dlatego według Motta zamiast osobnych aukcji dla instalacji o mocy do 1 MW ustawa powinna całkowicie wyłączyć z systemu aukcyjnego projekty poniżej 2 lub 3 MW. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Biogazu podpiera swoje stanowisko opinią Urzędu Regulacji Energetyki, który krytykuje projekt ustawy o OZE za to, że zamiast znosić bariery w tej branży (zgodnie z unijnymi zaleceniami) tworzy kolejne przeszkody i "w tym kontekście wydaje się być adresowany do dużych podmiotów, posiadających środki lub możliwości na pokrycie dodatkowych kosztów związanych z uczestnictwem w nowym systemie wsparcia..."

Randy Mott przytacza też opracowanie hiszpańskiego Instituto de Investigación Tecnológica, będące przeglądem doświadczeń tych krajów, które system aukcyjny dla OZE już wprowadziły. Oto fragment tego opracowania: "Ze względu na złożoność procedur biurokratycznych, a także na planowanie wymagań w przyszłość, aukcje mają wysokie koszty transakcyjne (Finon i Menanteau 2008), które wraz z niepewnością co do ostatecznej ceny i harmonogramu przetargów, zniechęca mniejsze firmy do wzięcia udziału w aukcji, co skutkuje niskim stopniem konkurencyjności (Butler i Neuhoff, 2008), oraz tworzeniem nadużyć ze względu na pozycję rynkową..."

Dalej autorzy w/w opracowania piszą o systemie aukcyjnym tak: "Nieprzyjazny dla małych projektów i graczy na rynku. Główna lekcja, jaka płynie z doświadczeń innych krajów, jest taka, że przetargi są nieodpowiednie dla małych instalacji i mniejszych podmiotów. Zasada konkurencyjności może być w ten sposób naruszona. Stwierdzono, że niektóre z wyżej wymienionych czynników, a mianowicie brak przepływu informacji oraz trudności w dostępie do finansowania, mają nieproporcjonalnie większy negatywny wpływ na małe podmioty, co powoduje, że system aukcji nie nadaje się dla małych podmiotów i sugeruje, aby mniejsze projekty były dotowane przy wykorzystaniu innych instrumentów wsparcia (Morthorst i wsp. 2005, Mitchell, 1995). Trudno jest powiedzieć z góry, czy wspieranie dużych instalacji lub podmiotów zamiast małych jest negatywnym zjawiskiem. Jest to jednak wyraźnie opisane w literaturze specjalistycznej – rozmiar obiektu to miecz obosieczny. Większym instalacjom w produkcji pomaga ekonomia skali, ale model rozproszonego wytwarzania energii wymaga budowy mniejszych zakładów rozsianych równomiernie po terytorium całego kraju. Ponadto, niektóre projekty OZE są duże z natury (farmy wiatrowe na morzu i skoncentrowana energetyka słoneczna), a więc przetargi mogą być szczególnie korzystne dla tych technologii, w przeciwieństwie do mniejszych projektów, gdzie konieczne może stać się promowanie ich z innego instrumentu".

Randy Mott podkreśla, że powyższe wnioski oparte są "na danych empirycznych, a nie na opiniach ekspertów". W jego opinii aukcje mogą "optymalizować" duże projekty, ale zniszczyć mniejsze. Mott dodaje przy tym: "Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do biogazu: badania ITT zauważają, że w wielu krajach nie ma żadnych projektów biogazowych, które z powodzeniem przejdą aukcje. Wynika to, moim zdaniem, z barier dla biogazu przewidzianych w aukcji. Praca biogazowni zależy od cen substratów, które są nieprzewidywalne (zazwyczaj wynikają z cen produktów rolnych, zmieniających się w każdym sezonie), a to sprawia, że przetargi ze stałą ceną energii elektrycznej na 15 lat są dla tej branży niezwykle ryzykowne (zobacz komentarze Polskiego Stowarzyszenia Biogazu do projektu z 13 listopada 2013). Oprócz ogólnego negatywnego nastawienia do małych producentów energii elektrycznej ze względu na koszty i niepewność powodzenia w aukcjach, inwestorzy z branży biogazu mają dodatkowe ryzyko i niepewność. Przypisanie tych projektów do małych aukcji sprawia, że ich szanse na wygraną są większe, ale nie eliminują ryzyka związanego z ceną. Naturalną reakcją będzie licytacja zachowawcza, przy maksymalnej cenie referencyjnej, więc oszczędności wynikające z mechanizmu aukcyjnego będą bardzo nominalne".

Dalej Mott ostrzega, że jeśli obejmiemy biogazownie do 2-3 MW systemem aukcyjnym, to nie osiągniemy założonego przez rząd poziomu rozwoju tej branży (wyznaczonego w tzw. Krajowym Planie Działania na 2020 r.), bo "większość deweloperów biogazowych nie będzie mogła wziąć udziału w aukcjach, a wielu z nich, może się okazać, nie będzie w stanie wykonać projektów ze względu na problemy finansowe, spowodowane przez opisane wyżej czynniki ryzyka".

Teraz pora na koronny argument R. Motta. Aukcje będą wymagać, aby startujące w nich firmy miały zapewnioną odpowiednią ilość substratów do produkcji biogazu. Będą więc musiały wykazać, że je mają lub podpisały przynajmniej wstępne umowy z ich dostawcami.

Aukcje wygra tylko część firm. Co więc stanie się z substratami tych firm, które przegrają? Nie będą one wykorzystywane przynajmniej do następnego przetargu. Zdaniem Motta przy ograniczonych zasobach OZE w Polsce na takie marnotrawstwo nie możemy sobie pozwolić.

Aukcje, nie obejmujące tylko mikroinstalacji, będą – według Randy Motta – ograniczać rozwój energetyki odnawialnej w Polsce, zniechęcą do inwestowania w nią mniejszych graczy, bo tworzą im zbyt wiele przeszkód, a do tego małym projektom w tym systemie będą grozić słabe wyniki finansowe lub wręcz straty. Powołując się na doświadczenia innych krajów, Mott twierdzi, że system aukcyjny nie przyciągnie większej liczby mniejszych projektów o mocy zainstalowanej od 40 kW do 2-3 MW, że "niewielkie lub nawet żadne oszczędności nie zostaną osiągnięte przez system aukcji, a weźmie w nich udział niewystarczająca liczba projektów oraz wiele dobrych projektów nie zostanie zbudowanych".

Na koniec parę słów komentarza. Wyżej wymienione argumenty Randy Motta są mocne i poważne. Dlatego moim zdaniem rząd powinien wziąć je pod uwagę podczas prac nad ostatecznym kształtem ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Jacek Krzemiński

na podstawie: www.gramwzielone.pl

 

 

 Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada Fundacja – Instytut na rzecz Ekorozwoju, poglądy w nim wyrażone nie odzwierciedlają oficjalnego stanowiska Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.


Udostępnij wpis swoim znajomym!




Podziel się swoją opinią



Za treść materiału odpowiada wyłącznie Fundacja – Instytut na Rzecz Ekorozwoju



Portal dofinansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada Fundacja – Instytut na Rzecz Ekorozwoju, poglądy w nim wyrażone nie odzwierciedlają oficjalnego stanowiska Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej